reaktor blog

Twój nowy blog

To chyba nie będzie zbyt oryginalne, jeżeli zacznę, że kolejny tydzień za mną. Dużo się wydarzyło. Co prawda poniedziałek nie nastroił mnie zbyt optymistycznie, wtorek było po prostu fatalny, to tego środa nie lepsza, no i w czwartek chyba było wszystko za dużo. W środę kupiłem szlugi – pierwsze od ponad 1,5 miesiąca, nie wiem, chyba coś się we mnie zmieniło, przełamało, palenie już,mnie nie kręci przynajmniej nie tak ja kiedyś, ale nie ważne. W czwartek wstałem z charakterystycznym „ćmieniem” w głowie – nie zapowiadało się dobrze. W szkole łeb rozbolał mnie na dobre, poszedłem się zwolnić bo po całej tej pomaturalnej aferze, wszyscy zamienili się w gestapo czy jaki dziad, wahatever, przemiła pani Sz potraktowała mnie jak ostatnie gówno, wyszedłem ze szkoły bardziej wkurwiony niż kiedykolwiek kiedy kolwiek. W omu klasyka – rzyganie – ketanol – rzyganie – ketanol – spanie – ibuprom.
Piątek był taki obie, matma przedłużyła się do 19 wiec w domu byłem po 20, jakby nie patrzeć siedzenie w szkole w nocy to nie jest to, co lubię, ale kiedyś tego rozszerzenia nauczyć się trzeba. Dzisiejszy kursik upłynął całkiem miło, oczywiście wykazuje minimalne postępy. Denerwuje mnie własne lenistwo, w końcu zapłaciłem za to z własnej kasy + to, co dali rodzice, matura jest tylko raz więc należał by się przyłożyć, to z mojej strony mało dojrzałe (boże co za frazes) ale chyba już czas wydorośleć, choć trochę.
W minionym tygodniu zdałem sobie sprawę z jeszcze jednej, raczej mało optymistycznej rzeczy. Samotność. Tak naprawdę to jestem całkowicie sam, owszem ma rodzinę, ale to zupełnie obcy mi ludzie, po 4 latach mieszkania w 700 tyś. mieście mam JEDNEGO powiedzmy naprawdę dobrego znajomego, plus garstkę tych z którymi chodzę do tak zwanej „szkoły”. Nie, wiem jest we mnie jakaś wewnętrzna blokada przed poznawaniem nowych ludzie, nie umiem prowadzić rozmów, nie chodzę na imprezy, czuje, jakich wewnętrzny opór przed czymkolwiek, co mogłoby nadać moim relacją z drugim człowiekiem jakiś sens. Z jeden strony naprawdę chciałbym mieć swoją „paczkę” z drugiej strony wiem, że mój egoizm mi na to nie pozwala.

Co jakiś czas budzi się we mnie optymizm, jakieś dziwne i nie wyjaśnione przekonanie że musi być dobrze, wszystko, ot tak po prostu.

I kolejny tydzień z życia znowu puknął. Nie był to bynajmniej interesujący, biorąc pod uwagę to, co się wydarzyło wczoraj. Dzień w szkole i to o 8 am do 8 pm nie jest spełnieniem moich marzeń (z resztą czyich ?), nie ważne z resztą. Dzisiejszy kursik upłynął całkiem milo – z własności funkcji 56 %, nie wiem jak to interpretować, mało bo mało, miałem jaka zwykle mase głupich błędów, mogło być lepiej ale i gorzej, biorąc pod uwagę poprzednią prace, to mam tendencje zwyżkową, a to najważniejsze. Z próbnej matury z matmy 20 %. Jak by na to nie patrzeć nie zdałbym ale te 20 % to dal mnie sukces. To jeden z największych wyników z mojej klasie, z podstawy zdała tylko jedna osoba, a na roz. ludzie mieli po 0 % ! . Kiedy słucham rozmów ludzi z kursu jak to prosta była matura, jak mieli duże wyniki i w ogóle jak są genialni czasem myślę że wybór mojej szkoły był największą porażką. Teraz jestem w 4 klasie i już za późno by cokolwiek zmienić, czy te 4 lata to okres stracony? myślę że nie , ale jak to mówią „lepiej , być najgorszym z najlepszych niż najlepszym z najgorszych”

Podsumowując – myślę, że będzie dobrze., oczywiste jest że wszystkiego nie nadrobię (tym bardziej że na mnie porażki nie wpływają motywująca, wręcz odwrotnie, załamuje się powtarzając sobie że nawet najmniejszy wysiłek nie ma sensu) ale jeżeli uzyskam 40 – 45 % procent w maju to będzie to dla mnie sukces.

Zakładając tego bloga, miałem zamiar wklejać to moją radosną twórczość. Obiecałem sobie, że nie będę pisał o życiu codziennym, że nie będę tworzył kolejnego bloga o A, ani o M ani nawet, o K, ludzie mają tyle własnych problemów, że komu by się chciało czytać o moich. Teraz bloga nie przypomina tego, czym był na początku, teraz to moja prywatna strefa, strefa całkowitej wolności, nikt tego nie czyta, bynajmniej nikt, kto wiem, kim taka naprawdę jestem.

Reason

Brak komentarzy

Matura, matura i po maturze. Próbnej, co prawda, ale jednak. Reasumując 3 dni ostatnie dni:
- polski – całkiem spoko, nie rewelacje, ale źle nie jest. Wybrałem temat z lalką i Kordianem, co prawda nie „wycisnąłem” z przytoczonego fragmentu tyle ile zakładał klucz, ale i moja wiedza była niedostateczna
- angielski – jak na mój gust dobrze, listing mało wyszukany, pierwsza cześć readingu taka sobie, trochę musiałem pokombinować, wydaje mi się, że autor trochę za mocno fantazjował, a odpowiedzi nie zawsze trzymały się „świata przedstawionego”. Liczę na jakieś 80 %
- matematyka – zdecydowanie najgorzej, wręcz fatalnie. Pomijając fakt, że nie poznałem jeszcze tajników logarytmów i pochodnych nie umiałem NIC. Nic nie wychodzili tak jak wyjść powinno, w dodatku przez cały czas czułem się jak by mi ktoś mózg zatkał

Pocieszam się to dopiero listopad, a wyniki podziałają dość mobilizująco :)

Coraz częściej czytam blogi ludzi siedzących w au, uk, nz. Coraz bardziej zdaje sobie sprawę jak długa czeka mnie jeszcze droga i jednocześnie jak bardzo tego pragnę. Wyjazdu. Niektórzy ludzie wyjeżdżają za praca czy ze względu na sytuacje polityczna, ale niektórzy po prostu budzą się rano i pytają sami siebie, „Co ja tutaj robię?”. Odkąd pamiętam zawsze gdzieś chciałem wyjechać, zamieszkać gdzieś daleko, rozpocząć całkiem nowe życie. Czasem zamykam oczy i wyobrażam sobie, że jadę na rowerze wzdłuż oceanu, lub przechadzam się w śród szklanych wieżowców, lub też kupuje książki w małej księgarni. Wiem, wiem, wiem to tylko sterta głupich marzeń (o ile marzenia mogą być głupie), proza życia często daje po dupie, i każdy musi zebrać swoje kopy, ale podobno jeżeli tylko czegoś się chce, można osiągnąć bardzo wiele.

Ostatnimi czasy zasługuje się w Massic Attack. Ich muza przypomina mi trochę panią borze pocieszną z Portishead. Niesamowita mieszanka. Istny odlot w zaświaty.

3D
sitting in my day care, wall is day-glo painted.
blessed by the drink
upon the corner ???
chased by the planet
haunted by the medium
too high to flow toward to break the tedium
glow from my tv set is blue like neon
activated the remote I put the BBC on
i’ve seen this city somewhere
i’m looking out for no-one
pilot in my eye it gets blue like neon

Tricky
hell is round the corner where i shelter
isms and schisms we’re living helter skelter
if you believe i deceive then common sense says shall you receive
let me take you down the corridors of my life
and when you walk, do you walk to your preference
no need to answer till i take further evidence
i seem to need reference to get residence
a reference to your preference to say i’m a good neighbour
i trudge so judge me for my labour

i walk in a bar and immediately sense danger
you look at me, girl, as if i was some kind of a
a total stranger

3D
hysterical, ecstatical, automatic ???
have to get a drink, i go to relax
upon phono, no go zone i go through
aching aways just to relocate you
kill us with your fist
now baby mix it with me
you see me function better when i get approximately
high by my technical flyby
i function better with the sun in my eyes
so goodbye

Tricky
take a second of me you beckon i’ll be
and when you’re sad i’ll mourn
and when you tear i’m torn
take a second of me (x2)
i stand firm for our soil
lick a rock on foil
so reduce me, seduce me
dress me up in stussy
show me and i’ll stick em
will you be my victim
take a second of me

3D
mad over you, mad over me, an analogy
baby taking up up all of my stationary
sitting in my daycare, mediocre painted
colliding with the jam
until the drink got dated
window when they go when they go boom
??? of my room
no sense you can trust me
climb on my sofa roll in a daydream
spliff make daddy go sleep-a-trip dream


Massiv Attack – Eurochild

In the city

Brak komentarzy

Ostatni tydzień ciągnie się nie miłosiernie. Dobrze, że dziś już sobota. Widzę, że wciąż zmieniająca się pogoda daje się we znaki nie tylko mi. Chociaż to tematy mało oryginalny, to nie mogę nie powiedzieć o wciąż wariujących nauczycielach, niby na pierwszy rzut oka praca w szkole taka spokojna, no cóż, nie wiem czy zakaz używania telefonów komórkowych jest jakąkolwiek metodą wychowawczą za to według niektórych jest nią na pewno jawne obrażanie i wyśmiewanie się. Nie, nie doświadczyłem tego na własnej osobie, ale nie lubię, kiedy ktoś uważa się za i wszechmądrego wszechwiedzącego.
Powiem szczerze, że nie spodziewałem się, że dzisiejszy dzień może być jakkolwiek pozytywny. Uwiążecie mi, można się miło zaskoczyć….

Kilka fotek z NZ dla tych których ziębi nawet roztopiony śnieg ;)

nzpic2.jpgnzpic1.jpgnewzealand-image1.jpg5c7fc9f7dfd9c1493be8.jpglady-knox-guyser-rotorua.jpg002641-S.jpgnz-west-coast.jpg

Always stay the same
Nothing ever changes
English summer rain
Seems 2 last 4 ages

I’m in the basement
You’re in the sky
I’m in the basement
Drop on by

Hold your breath and count to 10
Then fall apart and start again
Start again

Placebo – English Summer Rain

W dzisiejszym odcinku z serii one-news-z-syfiastego-miasta-lodz, na temat śniegu. Śnieg jak wiadomo sam w sobie oddziałuje na człowieka w sposób nieco rozczulający – by tak rzec. Natomiast samo przebywanie na śniegu w ogólnym odczuciu społecznym nie jest postrzegane jak nieprzyjemne („jest chujowy ziąb”). Dziś po powrocie z kursy byłem wystawiony na działanie owego paskuctwa i doszedłem do wniosku, że tak naprawdę nie jest aż tak tragicznie. Miło zadrzeć głowę do góry i obserwować krótką historie jednego płatka. Nie wiem tylko czy to wynik wszechogarniająco dobrego humoru czy raczej wpływ muzy Opeth’a. Opeth dobry na zimę być ;P

Na pocieszenie – góra lodowa zawitała w pobliże auckland island (terytorialnie należy do nowej zelandii), o tyle dziwne, że podobno w nowej zelandii zaczyna się teraz lato. No cóż…

kliknij aby przeczytać więcej i ogladnąć reportaż

Dużo się zmieniło, we mnie chyba najwięcej. Cieszę się. Naprawdę. Podobno życie to ciągła walka, no to chce spróbować zawalczyć raz jeszcze.

Koniec z żałosny użalaniem się nad sobą, z monotonnym wałkowaniem jak mi źle i jak mi nie dobrze. Chyba w końcu do mnie dotarło jak wiele mam i jak łatwo mógłbym to stracić. Życie jest tak cholernie krótkie, po co je marnować w ten sposób. Może to i banalne, ale w końcu doszedłem, (bo nie małych 19 latach użerania się), że wszystko, co dzieje się z nami zależy tak naprawdę od nas samych. Choroby, wypadki i innego takie, owszem to coś, nad czym nie mamy kontroli, to coś, co zostaje po za naszym zasięgiem, ale to, kim jesteśmy i jak spożytkujemy to, co zostało nam do nieuniknionego końca ogranicza się tylko naszą osobą.

Postawiłem sobie kilka celów, miło było by osiągnąć, choć kilka z nich. Uczę się konsekwencji na nowo.

Cold Day

Brak komentarzy

Niestety, tym razem tez nie mam nic miłego do powiedzenia. Niestety i tym razem nic nie idzie jak iści powinno. W moje rodzinie istnieje kult studiowania – nic się nie liczy tak bardzo jak wykształcenie, i nic nie jest tak ważne jak wykształcenie. Zawsze myślałem, że studia to najlepszy okres w życiu – wierzyłem, że właśnie tak będzie. Niestety genialny synek już nie jest genialny. Nie potrafię nic – nawet najprostszych zadań, robię kretyńskie błędy i w swojej edukacji nie posuwam się nawet o krok – wręcz cofam się o dwa. Na kursie jest tragicznie, ludzie po klasach mat-fiz maja 11 (!!!) h. matmy w tygodniu ja 2…. W ostatniej pracy sprawdzającej dostałem 5 pkt na 19 chyba nie musze mówić czy był ktoś gorszy. Nie wiem już czy chce iści na fizykę – zastanawiam się czy nie wybrać, czego bardziej ogólnego bibliotekoznawstwa/etnologii. Nie mam siły o nić się starć, po przyjściu z przybytku wiedzy idę spać i tak do wieczora, tylko muza trzyma mnie, przy jakim takim stanie psychicznym.

bum-bim-bam-bom

Brak komentarzy

ehh panie nicku…


Brother, my cup is empty
And I haven’t got a penny
For to buy no more whiskey
I have to go home

I am the captain of my pain
Tis the bit, the bridle,
The trashing cane
The stirrup, the harness
The whipping mane
The pickled eye
The shrinking brain
O brother, buy me one more drink
I’ll explain the nature of my pain
Yes, let me tell you once again
I am the captain of my pain

O brother, my cup is empty
And I haven’t got a penny
For to buy no more whiskey
I have to go home

I cannot blame it all on her
To blame her all would be a lie
For many a night I lay awake
And wished that I could watch her die
To see her accusing finger spurt
To see flies swarm her hateful eye
To watch her groaning in the dirt
To see her clicking tongue crack dry
O brother, buy me one more drink
One more drink and then goodbye
And do not mock me when I say
Let’s drink one more before I die

O brother, my cup is empty
And I haven’t got a penny
For to buy no more whiskey
I have to go home

Well I’ve been sliding down on rainbows
Well I’ve been swinging from the stars
Now this wretch in beggars clothing
Bangs his cup across the bars
Look, this cup of mine is empty!
Seems I’ve misplaced my desires
Seems I’m sweeping up the ashes
Of all my former fires
So brother, be a brother
And fill this tiny cup of mine
And please, sir, make it whiskey
For I have no head for wine

O brother, my cup is empty
And I haven’t got a penny
For to buy no more whiskey
I have to go home

I counted up my blessings
And counted only one
One tiny little blessing
And now that blessings gone
So buy me one more drink, my brother
Then I’m taking to the road
Yes, I’m taking to the rain
I’m taking to the snow
O my friend, my only brother
Do not let the party grieve
So throw a dollar onto the bar
Now kiss my ass and leave

O brother, my cup is empty
And I haven’t got a penny
For to buy no more whiskey
I have to go home

Nick Cave & The Bad Seeds – Brother, My Cup Is Empty

To Be

1 komentarz

Chce. Chce budzić się codziennie rano i palić w łóżku papierosy, chce pić kawę i wyląc ja na klawiaturę mojego laptopa. Tak, chce nosić niewyprasowane koszulki. Chce. Chce jeździć na nie górskim rowerze do pracy, chce nosić trampki do garnituru, chce wypić dziś szóstą kawę, chce słuchać muzyki tak głośne jak tylko się da, chce czytać nudne książki, chce na kolacje oglądać śniadanie u tiffaniego. Chce nigdy nie wyjmować „przyjaciół” z tacki mojego odtwarzacza, chce pić białe wino przez słomkę, jeść widelcem zupę a łyżka kotlet. Chce.


  • RSS